Dla tych, którzy siadają za kierownicę bezpośrednio po wypiciu kilku „głębszych”, żaden alkomat nie pomoże. Czasami jedynym ratunkiem i sposobem, by otrzeźwić takich delikwentów mogą być drakońskie kary z zabraniem prawa jazdy włącznie. Na szczęście jednak jest dość pokaźna grupa kierowców, którzy w konflikt z prawem spowodowany zawartością alkoholu we krwi popadają niezupełnie świadomie.
Zazwyczaj chodzi o tych, którym się wydaje, że zdążyli już odespać imprezę z dnia poprzedniego, jednak w ich krwi nadal znajduje się spora dawka alkoholu. Bywa też, że po jednym lub dwóch piwkach czują się zupełnie dobrze i wsiadają za kierownicę, jednak stężenie alkoholu we krwi może być już niedopuszczalne przez polskie prawo. Licznym „ofiarom” policyjnych „trzeźwych poranków” osobisty alkomat rzeczywiście mógłby pomóc.
Oczywiście kupno alkomatu to wydatek minimum kilkudziesięciu złotych. Naturalnie sprzęt, który używa policja jest zdecydowanie zbyt drogi, żeby korzystać z niego prywatnie, w warunkach „domowych”. Najczęściej używany przez drogówkę przenośny Alco-Sensor IV kosztuje ok. 4 tysięcy złotych. Czy prywatna osoba może taniej kupić urządzenie, które będzie oferowało przyzwoitą dokładność? Jak się okazuje, oferta rynkowa alkomatów okazuje się bardzo imponująca i zróżnicowana cenowo. Najprostsze urządzenia dostępne są w sklepach już za kilkanaście złotych, ale jak wiadomo, nie będą one oferowały najwyższej jakości i dokładnych pomiarów. Za sprzęt o profesjonalnym wyglądzie i jakości będziemy musieli już zapłacić od kilkudziesięciu do nawet około tysiąca złotych. Zdarza się jednak, że w niektórych przypadkach rozdawane są za darmo. Ale pamiętajmy, tego typu alkomaty są najniższej jakości. Czy to robi jakąś różnicę?
cukrzyca ciążowa